#5 Wacław Wasilewski Kiciuś
Na
polanie w głębi lasu,
Mieszkał
zając już ząb czasu.
Z
całą wielką swą rodziną,
Co
z grzeczności w lesie słyną.
Lecz
jednego miał chłopczyka,
Co
miał duszę podróżnika.
Zając
Kicuś jeszcze mały,
Świat
zamarzył zwiedzić cały.
Który
kusił go ciekawił,
Więc
rodzeństwu plan przedstawił,
,,Dziś
się muszę dobrze wyspać,
Każdy
musi na to przystać,
Skakać
z wami więc nie mogę,
No
bo jutro ruszam w drogę”.
Nie
powiedział wcale mamie,
O
swym arcy ważnym planie.
Tata
zając nic nie wiedział,
I
z gazetą sobie siedział.
Rano
wstało słonko złote,
Drogę
wskazać ma ochotę
Lecz
zajączek śpi i chrapie,
Wraz
z rodzeństwem na kanapie.
Jak
się zerwie o dziewiątej,
Czy
to może w pół do piątej?
Chwyta
plecak, trampki wkłada,
Mama
pyta skąd ta zmiana?
Do
biegania bez śniadania,
I
piżama roztargana,
Zaskoczyło
to zajączka,
Łga,
że pięknie pachnie łączka.
Nasz
zajączek myśli sobie,
Błędu
spania już nie zrobię.
I
z wieczora bez szemrania,
Twarde
miejsce wziął do spania.
Rano
wietrzyk rosę strząsa,
Nie
obudzi to zająca,
Wciąż
przewraca się i jęczy,
Ból
w łopatkach go tak męczy,
Ledwo
oczka swe otworzył,
Ból
wyprawę mu odłożył.
Mama
prosi do śniadania,
On
nie może wstać z posłania.
Już
dwie doby bolą kości,
A
nasz Kicuś chce wolności.
Niech
się zwijam z bólu cały,
Jutro
zwiedzę świat ten mały.
Pierwszym
brzaskiem mgła opada,
Stado
wron zaciekle gada,
I
chodź Kicuś mocno spał,
To
z krakaniem razem wstał.
Beret,
plecak, buty włożył,
I
cichutko drzwi otworzył.
Próg
przeskoczył jednym susem,
W
piękny świat popędził kłusem.
Wąską
dróżką, krętą ścieżką,
Z
krajem lasu, tuż nad rzeczką,
Pędzi
zając w świat nieznany ,
Nie
pytając taty, mamy.
W
stawie spojrzał do lusterka,
Tam
z motylem pograł w berka,
Słonko
złote cudnie grzało,
Bo
południe się zbliżało.
W
cieniu legł, bo był upał,
Świeżej
trawki listek schrupał,
A,
że wcześniej musiał wstać,
Równie
szybko zaczął spać.
Kiedy
Kicuś spał spokojnie,
W
domu myślą już o wojnie.
Kogo
gonić, kogo łapać,
Kto
Kicusia mógł nam złapać.
Tata
dzwoni do sąsiadów,
Czy
nie widać synka śladów.
Mama
w kuchni szlocha, płacze,
,,Czy
syneczka ja zobaczę?
Bo
ja kocham go nad życie.”
Tata
łzę ociera skrycie.
W
końcu siostra z krzesła wstała,
Całą
prawdę powiedziała.
Każdy
szukać chce małego,
Tata,
mama i pół świata zajęczego.
Czy
problemom mógł on sprostać,
Co
go mogą w drodze spotkać.
Szarpie
wicher drzew koroną,
Czarne
chmury ogniem płoną.
Zerwał
się na równe nogi,
Lecz
do domu kawał drogi.
Z
lasu słychać wilka wycie,
Uratuje
Kicuś życie?
Stopy
niosą go szalone,
Lecz
niestety nie w tą stronę.
Ruszył
cały ród zajęczy,
Nikt
z nich szybko się nie męczy.
Trzy
godziny biegną żwawo,
Jedni
w lewo, drudzy w prawo.
Usłyszeli
wilka wycie,
Każdy
z nich pomyślał skrycie,
,,To
kicusia wilczek zjada”,
Tylko
jedna na to rada,
Niechaj
każdy łapka składa,
I
jak myśliwski pies ujada.
Wilk
usłyszał psów szczekanie,
Już
nie czekał na spotkanie.
Kicuś
słupka stał przy sośnie,
I
nadzieja w sercu rośnie,
Bo
wśród sfory psów szczekania,
Taty
głos jest bez gadania.
I
po wąsach łzy mu płyną,
Że
zobaczy się z rodziną.
I
chodź wiedział co go czeka,
Tatę
witał już z daleka.
Tata
minę miał surową,
Urwał
z krzaka rózgę młodą.
Kicuś
spuścił wzrok pokornie,
No
a potem spuścił spodnie.
Było
to nieposłuszeństwo,
Ale
jak tu bić maleństwo?
Chodź
to groźnie spostrzegano,
Tato
swoje bił kolano.
Mama
synka przytuliła,
I
po główce pogładziła.
,,Słuchaj
synku mój kochany,
Niebezpieczny
świat nieznany,
Sam
nie ruszaj nigdy w drogę,
Zawszę
chronić Cię nie mogę.
Gdy
urośniesz będziesz silny,
Tata
da ci znak przychylmy.
Gdy
zdobędziesz mądrość wiedzę,
To
na swoją pójdziesz miedzę.
Każdy
sobie cicho marzy,
Że
nas dobrem los obdarzy,
Lecz
ty zawsze stawiaj nóżki,
Na
bezpieczne w życiu dróżki.”